Twórcy » Franciszek Grybel

Nowica

Franciszek Grybel
adres:  Nowica 45
kod:  38-315 Nowica
gmina:  Uście Gorlickie
powiat:  gorlicki
tel. dom.:  18 351 63 39
GPS:  49.5530, 21.1947 wyznacz trasę

Pan Franciszek Grybel jest jednym z nowickich łyżkarzy, którzy swego fachu nauczyli się 20-30 lat temu i kontynuują go po dziś dzień. Co prawda, dawniej w Nowicy „to dom w dom, wszyscy robili łyżki. Było słychać o czwartej rano, to był jeden jęk wszędzie, wszyscy pracują! A teraz to już nikt nie chce robić”.

Pan Franciszek robił łyżki ze swoim ojcem, jak jeszcze nieżonaty mieszkał w Ujściu. Ale prawdziwego fachu nauczył się od swojego teścia. „Teściu robił od wielu lat łyżki, sprzed wojny jeszcze. Ale teść ręcznie, prądu nie było.” Od teścia pan Franciszek otrzymał twardą szkołę: „Jak mnie teściu uczył – on skończył swoją turę roboty, a on mi mówi: teraz ty masz tak długo obrzynać, żeby się nauczyć. Ale nie każdy może łyżkę zrobić. I do tego trzeba mieć talent”. Teraz pan Franciszek ma własny warsztat, który znajduje się przy domu. Obecnie pan Franciszek wyrabia łyżki półmaszynowo. Na początku trzeba podzielić kołek drewniany na kliny. Następnie na klinie obrysowuje się kształt i wyżyna się go na cyrkularce, frezuje frezem łyżkowym, który wygląda jak kółko i wybiera dziurę łyżkową. Potem piłeczką tarczową trzeba wyciąć kształt łyżki. „A żona moja szlachetna, jak ma dużo czasu, jak zrobi już obiad, to bierze tarczę, papier ścierny i obrabia, szlifuje. Tu pociungnie, tam pociungnie.”

Jednak pan Franciszek potrafi też robić łyżki sposobem, w jaki robił to jego ojciec lub teść. „A teściowie jak pracowali, to była ręczna robota. (…) Ręczne ciupanie. Wyszczypywanie z klocka okrągłego na taki klin, później obrysowywanie, obcinanie siekierą. (…) Strasznie dużo pracy. Trzeba się było dużo opracować, żeby wyszedł tuzin.”
Zamiast frezu łyżkowego używało się specjalnie półokrągłych noży i siekierek. Ponieważ nie było papieru, do wygładzania łyżki używano noża. Wszystkie narzędzia musiały być bardzo ostre. Kolejnymi narzędziami był ośnik i dziad, który służył do trzymania drewna i na którym rzemieślnik siedział. „To wszystko trzeba było ciupać, ciupać, ciupać, aż coś z tego wyszło. (…) Siedział dziadek i ciupał i wypierał. I na tym dziadzie siedział i ciupał. Przez okno patrzył, czy śnieg równo pada.”

Drzewo musiało być miękkie, żeby łatwiej się drążyło i cięło, najlepszy jest surowy buk. Musiało być też „być szczypliwe, nie mogło być drzewo zawiłe, nie mogło być ze sękiem, bo nie dało się odszczypać. Musiało być drzewo, jak to my nazywamy, jak karta. Proste, słoje równe”. Wtedy tak się cięło, klocek na pół, a potem na skos (jak tort). Drzewo pan Franciszek bierze z nadleśnictwa w Łosiu.

Łyżkarstwo jest dla pana Franciszka dodatkowym zajęciem. „Letnią porą nie, bo trochę większe mamy gospodarstwo. Tylko zimową porą.” Ale zimą pan Franciszek robi łyżki „dla zabicia czasu, żeby z żoną się nie kłócić. Żona robi swoje i ja robię swoje”. Wiosną przyjeżdżają nabywcy i kupują od pana Franciszka całe worki pełne drewnianych łyżek.
 
 
oprac. Anna Kurpiel, 2009 r.

organizator

projekt finansowany przez

partnerzy

Skamieniałe miastoUrząd Gminy w Bukowinie TatrzańskiejNadwiślański Park Etnograficzny w WygiełzowieCentrum Usług TurystycznychŻyWa PracowniaMuzeum Okręgowe w Nowym SączuInstytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJRezydencja Bukowy DwórPowiat chrzanowskiMIK

patronat medialny

Twoja MałopolskaDziennik PolskiRadio KrakówTelewizja KrakówWeranda CountryPrzełomETNO FMCzas Dzieci Mali TuryściWrota MałopolskiKultura LudowaPolska NiezwykłaBaza DzieckaSrebrna AgrafkaQlturkaPolska na wakacjachModny KrakówEtnosystemGo Gaga